wtorek, 18 lutego 2014

Co i jak? :)

Cześć wszystkim!
Wreszcie doczekałam się ferii, więc przybywam do Was z informacją: zabieram się znów za moje blogi.
Na razie mam zamiar kontynuować historię Rachel (LINK ;3), potem przejdę do opowiadania o Hope (LINK ;3). Następnie znów zaopiekuję się Jennifer.
Dziękuję za uwagę i zapraszam na moje pozostałe blogi.

Wasza Daria xx

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 9 cz.1/2 (10 sierpnia 2012r., poniedziałek)

POWRACAM. ;*

^Narrator^
Minęło już dziesięć dni od tragicznego wypadku, który wstrząsnął życiem rodziny i przyjaciół poszkodowanej. Każdego dnia One Direction, Natalie, Chris, David, a nawet nowo poznane Perrie, Danielle i Eleanor odwiedzali Jennifer w szpitalu.
Niall i Natty bardzo się do siebie zbliżyli. Stali się nierozłączni, jednak twierdzą, iż są tylko przyjaciółmi. Czy aby na pewno? Czas pokaże...
Urszula i John zawitali do szpitala tylko kilka razy. Częstszym widokiem pielęgniarek była Emily. Mała dziewczynka prosiła swojego brata o możliwość "spotkania" z ukochaną siostrą. Zwykle nastolatek jej ulegał. Kto byłby nieugięty przy tęsknym wzroku dwulatki?
Za każdym razem Milly wspinała się na paluszki w celu muśnięcia wargami policzka Jenny. Wierzyła, iż "Jenna jest śpiącą królewną, którą obudzi pocałunek księcia". Kiedy zorientowała się, że nic nie zdziała, kazała KAŻDEMU obecnemu pocałować nastolatkę.
Nastał kolejny szary dzień. Wokół łóżka Jennifer zebrali się bliscy, ale także nieznajomi jej ludzie. Po lewej stronie łoża siedziały dziewczęta, zaś po prawej chłopcy.
Rutyna. Każdy z nich poznał znaczenie tego słowa w ciągu paru dni.
- Długo jesce? (Długo jeszcze?) - zapytała wyraźnie znudzona Emi.
- Proszę? - odpowiedziała jej pytaniem Perrie.
- Długo jesce mamy cekać, as Dzenna siem obudzi? (Długo jeszcze mamy czekać, aż Jenna się obudzi?) - wyjaśniła.
- Możliwe, że wcale nie tak długo. - oznajmił dr. Smith, który jakby znikąd pojawił się w pomieszczeniu. - Możliwe jest, że stanie się to dziś. - dokończył, widząc niezrozumiałe spojrzenia zgromadzonych skierowane w jego stronę.
- Chciem cioś jeć! (Chcę coś zjeść!) - zarządziła siostra Jenny.
- Ok, chodźmy na stołówkę. - zaproponował Chris.
- Ja zostaję. - postanowił Zayn. Siedząc tam, szeptał jej do ucha masę słów. Złapał rękę Jenny. Minęło kilka sekund, a chłopak nagle poderwał się z siedzenia. Minutę później stał już w sali w towarzystwie przyjaciół i lekarza. - Poruszyła ręką! - ucieszył się mulat. - Naprawdę!
- Bardzo możliwe. - stwierdził dr. Houson. Na twarzach obecnych osób malowało się szczęście. Trwali tam, niemal nie ruszając się. Wyczekiwali każdego kolejnego ruchu.

^Oczami Jennifer^
Ciemność. To jedyne, co dotychczas widziałam. Moją głowę przepełniała pustka. Najgorsza była bezradność. Słyszałam głosy, czułam na sobie oddechy ludzi, jednak moje kończyny odmawiały posłuszeństwa. Częściowo powróciła umiejętność sterowania poszczególnymi częściami ciała.
Powoli otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą nastolatków i kilkoro dorosłych, którzy przyglądali mi się, pokazując ząbki. Brązowowłosa dziewczynka przytuliła mnie, tym samym ogrzewając moje chłodne ciało. Wydawała odgłosy radości, przyjmując, że takie istnieją. Słowa "hurra", "nareszcie" dudniły mi w uszach.
Zacisnęłam powieki. Ogromny ból głowy nie dawał mi spokoju.
- Ciszej. - poprosił starszy, czarnowłosy mężczyzna. Czułam na sobie wzrok wszystkich.
Zmuszałam mój mózg, by choć troszkę się wysilił i dostarczył mi jakichkolwiek informacji. Kim oni są? Gdzie jestem? Dlaczego boli mnie głowa? Na próżno szukałam sensownej odpowiedzi. Ba! Obojętnie jakiej odpowiedzi. Po mocnym wytężaniu umysłu poddałam się, rozglądając się po pomieszczeniu.
Wysiliłam mięśnie twarzy i uśmiechnęłam się niemrawo. Wywołało to ogromny entuzjazm.
- Ile palców pokazuję? - spytał niski blondyn.
- Dwa? - odpowiedziałam, a on tylko obdarzył mnie lekkim uśmiechem.
- Dobrze. - ucieszył się. - Jak masz na imię? - dopytywał.
Tutaj właśnie kryje się problem...
Wasza Daria xx

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 8 cz.2/2 (1 sierpnia 2012r, sobota)

^Oczami Natalie^
- Dosyć! - rozkazała stojąca obok Shannon brązowooka. Dopiero teraz zauważyłam obecność innych nastolatek. Po mojej lewej stronie stały JPO, a po prawej blondynka, którą gdzieś już widziałam i dwie szatynki. Dyktatorka obdarzyła Liam'a uśmiechem, druga potajemnie wpatrywała się w Louisa, znajoma mi posyłała zalotne spojrzenie w stronę mulata. Czyżby liczyła na coś więcej niż przyjaźń? Niemożliwe! On jest wpatrzony w Jennifer jak w obrazek. - Spokojnie. Musimy się przecież przedstawić... Jestem Danielle Peazer. - Podała rękę wszystkim.
- Eleanor Calder, maybe El, maybe Elle. - zaśmiała się. Ale ona śliczna. Nie pogardziłabym takim wyglądem. Natalie! O czym Ty myślisz?! Stoisz pod szpitalem! Gratulować geniuszu!
- Hej. Mam na imię Perrie, a na nazwisko Edwards. - przedstawiła się blondwłosa adoratorka Malika.
- Co Wy tu robicie? - zainteresowała się Danielle.
- Moja przyjaciółka, wypadek. - streściłam. Wszyscy posmutnieli. Calder i Peazer podeszły do mnie i przytuliły. Wspaniale, znamy się tylko z pół godziny, a one już mnie traktują jak wieloletnią znajomą. Nie za szybko?
- Chcesz pogadać? - zadała pytanie El. Zbliżyła się do mnie i wyszeptała mi do ucha: - Jak naturalne z naturalnymi. - Uniosłam kąciki moich ust do góry, pokazując kawałek moich ząbków.
- Jasne. - odpowiedziałam. Skierowałyśmy się do parku, pozostawiając pod miejscem pobytu mojej nieprzytomnej przyjaciółki, chłopców w towarzystwie innych dziewcząt. Zaczęłam martwić się o nich, jednak szybko musiałam pozostawić te myśli, gdyż usłyszałam melodyjny głos Eleanor:
- Co się stało? - zapytała, posyłając mi ciepły uśmiech.
- Wczoraj wybraliśmy się z moją przyjaciółką, Jennifer i chłopakami na imprezę. Ja, Jenny, Harry, Niall i Louis byliśmy kompletnie pijani. Liam wcale nie tknął alkoholu, ale ja tam nie wnikam. Zayn wypił może z dwa drinki. Kiedy my zajęci byliśmy tańczeniem, on zawiózł Jennifer do domu. Pojawiliśmy się tam niedługo po nich i wszyscy położyliśmy się spać... - przerwałam na chwilę. - W nocy obudziły mnie krzyki Malika. Okazało się, że... - znów pauza. Wypuściłam jedną łzę z prawego oka. - skoczyła do basenu... Strasznie było patrzeć na jej blade ciało otoczone krwią. Teraz Jenn leży w szpitalu, jest w śpiączce. Lekarze twierdzą, że będzie dobrze, ale ja już sama nie wiem... - zakończyłam swój monolog, który wywołał u mnie drgawki i słone krople na policzkach. Moje towarzyszki bez słowa objęły mnie i ścisnęły. Stałyśmy tam wtulone w siebie. Ciszę przerwała Danielle:
- Powinniśmy wracać. Oni się tam pozabijają. - przypomniała, a my poparłyśmy ją. Szybkim krokiem podeszłyśmy pod szpital. Nie zauważyliśmy ludzi, których szukałyśmy. Wymieniłyśmy przerażone spojrzenia.
- Gdzie oni...? - zaczęła Elle.
- Może w środku? - podpowiedziałam. Wbiegłyśmy do budynku. Dotarłyśmy pod jedną z sal. Za tymi białymi drzwiami leżała ONA. Moja ukochana przyjaciółka, powierniczka sekretów, wspaniały człowiek. Ulżyło mi kiedy na krzesłach ujrzałam One Direction i Perrie. Westchnęłam, co wyrażało ulgę.
- A reszta? - zapytałam spoglądając na nich podejrzliwie.
- Zmyły się. - wyjaśnił Niall. Widząc ślady po płaczu podszedł do mnie. - Wszystko dobrze, Natty? - Kiwnęłam głową i wtuliłam się w niego. Nie protestował i po chwili mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Macie ochotę na coś.... cokolwiek do jedzenia? - zadała pytanie Edwards.
- Nie chcę jeść. - zaprzeczyłam szybko. Podniosłam głowę i spojrzałam na farbowanego blondyna. Pokazał swoje zęby, na których umieszczono aparat.
- Natalie, musisz jeść. Może chociaż kawa lub herbata? - zaproponował Horan. Zrobiłam zamyśloną minę, chyba z przyzwyczajenia i poruszyłam powoli głową w górę i w dół. Położył swoją rękę na moim ramieniu, a drugą włożył do kieszeni. Całą grupką rozsiedliśmy się na kanapie w stołówce, a Louis, zebrawszy wcześniej prośby, poszedł kupić to, co chcieliśmy. Po chwili wrócił do nas. Wręczył mi moje latte macchiato...


Wasza Daria xx

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 8 cz.1/2 (1 sierpnia 2012r, sobota)

^Oczami Liam'a^
- Liam? - usłyszałem za sobą cichy głos. Patrzyłem na Zayn'a, który spojrzeniem nakazywał mi ignorować tę osobę. - Li? - zapytała znów dziewczyna, wnioskuję po wysokim tonie. Tylko jedna osoba dotychczas mnie tak nazywała. Lekko dotknęła moich pleców. Odwróciłem się i ujrzałem bardzo dobrze znaną mi osobę, o której przez tak długi czas starałem się zapomnieć. Kąciki ust Shannon, mojej byłej dziewczyny, uniosły się lekko do góry.
- Tak dużo czasu minęło! Nie zmieniłeś się. - stwierdziła. - Miło cię znów spotkać. - wyszeptała.
Czułem, iż wypełnia mnie złość i żal. Moje uczucia do niej w ciągu kilku miesięcy tak drastycznie się zmieniły. Shann... Nie Liam! Nie możesz jej tak nazywać! Nie po tym, co Ci zrobiła! Więc Shannon była moją pierwszą, wielką miłością. Kochałem ją jak nikogo innego, gotowy byłem oddać za nią życie. Spotykaliśmy się z sobą prawie 3 lata. Wiązałem z nią swoją przyszłość, planowaliśmy ślub. Pamiętam ten dzień jak żaden inny:
"Kwiaty dostarczone do kościoła, obrączki u mojego świadka… Wszystko układało się idealnie. Dopięliśmy przyjęcie na ostatni guzik.
Siedziałem na ławeczce przed willą moich rodziców. Miałem na sobie czarny garnitur i eleganckie buty tego samego koloru.
Rozmyślałem o nas, o naszej przyszłości. W planach mieliśmy dzieci, zakup domku na wsi, sprzeczki z potomkami i wiele innych. Cieszyłem się z powodu zbliżającej się wielkimi krokami uroczystości, jednak dręczyły mnie niemiłe myśli.
Moją głowę zajmowało pytanie: Co ona we mnie widzi? Owszem, byłem w zespole, ale to dopiero się rozkręcało. Nie! Liam, ona nie zakochałaby się w twoich pieniądzach. Jest inna niż te sztuczne, nieszczere laleczki, których największym priorytetem zwykle bywa pozyskanie sławy, a problemem brak funduszy na kosmetyki. To śmieszne. Moja Shannon to ciepła, miła dziewczyna. Byłem pewien wierności i miłości brązowookiej. Sam pomimo wyjazdów w trasę NIGDY jej nie zdradziłem i nawet mi to przez myśl nie przeszło. Marzyłem o codziennym budzeniu się i zasypianiu przy niej.
Szykowała się teraz na nasz ślub. Pomagała jej w tym przyjaciółka i matka. Mogę się założyć, iż moja ukochana jest jeszcze w kropce. Ach, te kobiety! Czekałem na Harry'ego, który miał prowadzić limuzynę i na Zayn'a, mojego świadka.
Bardzo trudny był dla mnie wybór osoby towarzyszącej mi przy ołtarzu, jednak zdecydowałem, że będzie to właśnie Malik. Pomimo różnicy charakterów, wspaniale się rozumiemy. Chyba to on najbardziej mnie zna. Wielkim utrudnieniem okazał się muzułmanizm mojego przyjaciela. Po podpisaniu odpowiednich dokumentów, a było tego ogromnie dużo, przeszkoda została pokonana.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos klaksonu. Ujrzałem przed sobą białą limuzynę. Na jej dachu znajdowały się białe wstążeczki, a rejestracja zmieniona na napis: „NOWOŻEŃCY”.
- Wsiadaj! – zawołał Hazza. Posłusznie wykonałem polecenie i już po chwili spocząłem na miękkim, tylnim siedzeniu. Jako jedyny znajdowałem się z tyłu. – Zestresowany? – zapytał, uśmiechając się łobuzersko.
- Zostaw naszego pana młodego! Jeszcze nam się biedny rozpłacze. – zażartował Malik. – Wybacz Hazzulkowi. – Zrobił minę kota ze Shrek'a.
- A czy ja mówię, że jestem zły? – odparłem. Posłałem im uśmiech. – Shannon Payne…. – mruknąłem pod nosem.
- Co ty tam bełkoczesz? – zwrócił się do mnie Styles.
- Tak mi się to podoba. Shannon Payne. – powtórzyłem.
- Ładnie. – przyznali mi rację. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Piętnaście minut później stanęliśmy przed naszym blokiem. Powoli traciłem cierpliwość, kiedy z klatki schodowej wyszła moja przyszła małżonka.
Była ubrana w białą, długą suknię. Góra została przystrojona materiałem w stylu koronki, zaś dół puszczony prosto. Jej uszy ozdabiały srebrne kolczyki po babci, a szyję naszyjnik z wisiorkiem "Liam". Dostała je ode mnie na 1 rocznicę... Wspomnienia... Na stopy wsunęła wysokie, białe szpilki. Długie, brązowe, wyprostowane włosy rozwiewał wiatr. Podbiegła do mnie, zarzuciła mi swoje ręce na szyję i wtuliła się we mnie.
- Li. - wyszeptała. Czułem się tak wspaniale w jej objęciach. 
- Skarbie, czas już na nas. - przypomniałem Shannon.
Usiedliśmy na wcześniej zajmowanym przeze mnie miejscu. Obok mojej narzeczonej przebywała jej świadkowa. Ruszyliśmy, a za nami rodzice Shann. Po jakimś czasie zajechaliśmy pod miejsce zawarcia małżeństwa. Zostawiłem moją ukochaną na zewnątrz, natomiast ja wolnym krokiem podążyłem w stronę ołtarza. Kiedy już stanąłem obok niego, organista zagrał melodię ślubną. W drzwiach ujrzałem najwspanialszą kobietę na świecie w towarzystwie swojego ojca. Kilka minut później pastor wypowiedział słowa:
- Jeśli ktoś jest przeciwny temu małżeństwu, niech odezwie się teraz lub zamilknie na wieki. - Trwała cisza.
Nagle do kościoła wbiegł zdyszany mężczyzna. Miał na sobie czarną koszulkę z obrazkiem marihuany i napisem "Po co chodzić, jeżeli można LATAĆ", ciemne spodnie z jeansu, zielone Vans'y i okulary zerowe. Podbiegł koło nas.
- Nie możesz za niego wyjść! - krzyknął w stronę strojącej obok mnie dziewczyny. - Kocham Cie Shasha. Mówiłaś, że ty mnie też. - szepnął. Stałem tam skamieniały, nie wiedząc co począć. - Shasha? - powtórzył.
- Liam... - zaczęła. Obdarzyłem ją lodowatym spojrzeniem. Spuściła głowę w dół i wpatrywała się w czubki butów. - To... prawda. - oznajmiła, wbijając mi tym tysiące włóczni w serce. Widziałem, iż wypowiedzenie każdego słowa sprawiało jej ból, jednak nie przejmowałem się tym. Co z moimi uczuciami?! Zraniła mnie, jak jeszcze nikt nigdy. - Li... to... był... jeden... może dwa... kogo ja oszukuję! - skrytykowała samą siebie. - Tak... Zdradziłam cie. - wyjaśniła. Kilka łez uciekło mi z oka. (Jeżeli czytasz wpisz w komentarz imię jednej z sióstr Chris'a) Nie, nie uciekły. Ja je uwolniłem.
- Ty sz**to! - wydarli się Zayn, Hazza, Niall i Louis w mojej obronie.
- Powiem ci jedno! Nigdy nie znajdziesz kogoś tak wspaniałego jak on! - krzyknął jej prosto w twarz Malik, po czym przytulili mnie.
Cieszę się, iż mam takich przyjaciół, na których mogę ZAWSZE liczyć...
Kilka dni później Shannon wyprowadziła się z naszego mieszkania, zostawiając po sobie ból i poniekąd pustkę. Ja zaś przebywałem u mojego byłego świadka, a później zamieszkałem razem z resztą w willi. Sprzedałem mieszkanie i wyrzuciłem moją byłą narzeczoną ze wspomnień...."
Miałem ochotę dogryźć jej, dać upust moim uczuciom. Już miałem się odezwać, kiedy usłyszałem głos Horan'a:
- Nie potrzeba nam kłótni. Daddy, nie warto. - poprosił. Zgodziłem się odpuścić, jednak moi przyjaciele nie mieli zamiaru.
- Kogóż widzą moje oczka? - zaśmiał się Zayn, zwracając się do Styles'a.
- Czyżby Shasha? Jak dzieci? - zapytał Harry. Ona ma... Skąd on...?
- Skąd wiesz? - odpowiedziała Shannon, zaś on wybuchnął śmiechem.
- Jesteście nieodpowiedzialni. Było jasne, że prędzej czy później to się stanie. - wyjaśnił, wzruszając ramionami.
- Miley i Zayn. - Uśmiechnęła się. Przeszedł przeze mnie nieprzyjemny dreszcz. - Smiley też ma bliźniaki.
- Zayn?! - zdenerwował się mulat. - Miley?! Przecież to świadkowie!
- Tak, nazwaliśmy ich tak, ponieważ to tego dnia rozkwitnęła nasza miłość.
- Czyli powiadasz, że twoja psiapsiółka też ma bliźniaki? Ojej, przecież wy z jednej gliny jesteście ulepione. Obydwie trochę głupie... Co ja wygaduję! Obydwie głupie, obydwie szatynki.... - powiedział Hazza.
- Szatynki? - zapytali Chris i Natalie, spoglądając na blond włosy Murphy. Tym razem odpowiedzi udzielił Tomlinson.
- Przyjaciółka i brat mojej DZIEWCZYNY nie wie o co chodzi... - Podkreślił piąte słowo. Przed opuszczeniem wspólnego miejsca zamieszkania żmija przepowiedziała: "Nigdy nie będziecie mieli dziewczyn. Nie takie debile!". - Widzicie, moi drodzy... Szatynki są zwykle mądre, a ona rozumem nie grzeszy. Więc, żeby nie wzbudzać podejrzeń przefarbowała się. Od blondynki nikt nie oczekuje błyskotliwej odpowiedzi.- wytłumaczył.
- Dosyć! - rozkazała stojąca obok Shannon brunetka...

Wasza Daria xx

środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 7 cz.2/2 (1 sierpnia 2012r, sobota)

^Oczami Liam'a^ 2 godziny po płaczu w toalecie
Siedzieliśmy przed salą operacyjną i w napięciu oczekiwaliśmy jakiejkolwiek informacji o Jenny. Louis nareszcie spoważniał i  przeprosił nas za swoje zachowanie. Moje rozmyślania przerwał trzask zamykających się drzwi. W momencie podnieśliśmy się z krzeseł (z wyjątkiem Malik'a) i pokierowaliśmy w stronę lekarza.
- Udało się? - zapytał Chris z nadzieją w głosie. Patrzył na nowo-poznanego lekarza niemalże zamkniętymi oczami.
Dr. Smith to niski mężczyzna ze stażem życiowym ok. 55 lat. Jego niebieskie oczy spoglądają na pacjentów i ich bliskich zatroskanym wzrokiem, a blond loki sprawiają, iż wydaje się bardziej sympatyczny. Jest masywny i słabo umięśniony.
Zmęczenie wygrywało z determinacją.
- Brat. - oznajmił.
Skinąłem głową w stronę Niall'a, przebywającego obok lekarza. Zrozumiał mnie, podszedł do Zayn'a i szturchnął go lekko w ramię. Chłopak ociężale otworzył oczy. Tak, zasnął ze zmęczenia. Sen najlepszym lekarstwem na ból, jak powiadała moja babcia. Poderwał się z siedzenia i natychmiast pojawił się obok mnie.
- Żyje? - odezwał się mulat. Wlepiliśmy oczy w dr. Smitha.
- Tak. - odpowiedział. Westchnęliśmy, wyrażając wielką ulgę. - Jest w śpiączce, przewidujemy, iż niedługo wystąpi obrzęk mózgu, jednak proszę się nie przejmować.
- Mamy się nie przejmować?! - zdenerwował się Harry. - Jennifer jest w śpiączce, po poważnej operacji, a my mamy się nie przejmować?!
- Harry! - przywołała go do porządku Natalie. - Uspokój się. - poprosiła. Styles natomiast, niczym potulna owieczka, zrobił krok do tyłu i zwiesił głowę.
- Możemy ją zobaczyć? - zapytał Zayn.
- Tak, ale nie za długo. Sala 12 pooperacyjna. - odparł lekarz. Skierowaliśmy się w stronę wskazanego miejsca, przed odejściem rzuciliśmy do lekarza ciche "Do widzenia". Kiedy stanęliśmy pod salą głos zabrał Christopher.
- Może każdy z nas wejdzie na 3 minutki do Jennifer. Każdy OSOBNO. - zasugerował, podkreślając ostatni wyraz.
- Mhm. - odpowiedzieliśmy cichym pomrukiem. Pierwszy do pomieszczenia wszedł Zayn.

^Oczami narratora^
Wszedł do średniej wielkości pomieszczenia. Już w drzwiach stwierdził, iż sala nie prezentuje się zbyt okazale. Spojrzał na odrapane, białe ściany, a po jego umięśnionym ciele przeszedł dreszcz. Postawił nogę na ciemnobrązowej podłodze. Przebywał właśnie w sali dla czterech osób, ale swoją uwagę skupił tylko na jednym legowisku. Leżała tam, przykryta do dekoltu niebieską płachtą. Usiadł na krześle obok łóżka. Pod oczami dziewczyny dostrzegł fioletowe półokręgi. Blada cera i szare usta sprawiały, że Jennifer wyglądała niczym potwór.
- Enny? - zaczął Zayn. Złapał jej zimną dłoń. - Chciałem cie powstrzymać. Ty wiesz, że chciałem, prawda? - zapytał. Trwał chwilę w ciszy. Oczekiwał odpowiedzi? Zastanawiał się nad następnymi słowami? Nie. Zwyczajnie zamarł. Wreszcie "wrócił do żywych". - Brakuje mi ciebie. Kocham cię. - wyszeptał. Pojedyncza, samotna łza poleciała po jego policzku. Otarł ją rękawem bluzy. - Wróć do mnie. Wróć do nas. - poprosił. Głos mu się łamał. Czuł, iż za chwilę się rozpłacze. Wcale nie jest taki mocny. "Wrażliwy bad boy". Złożył delikatny, krótki pocałunek na czole swojej przyjaciółki i wyszedł.
- Cześć, Jennifer. - przywitał się ze swoją siostrą Chris. - Przepraszam. Wiem, powinienem cie pilnować... Zaraz po twojej piosence źle się poczułem. Podczas niej wypiłem kilka drinków. Nie myśląc zbyt dużo wyszedłem z willi i wróciłem do domu. Na miejscu położyłem się spać. W nocy zadzwoniła do mnie Natalie. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że ty tam zostałaś. Tak mi z tym źle. - wyjaśnił. - Czekam na Twój powrót. Kocham cie. - Obdarzył jej policzko pocałunkiem i pokierował się w stronę drzwi.
- Jenny, tak cie przepraszam. Miałam mieć na ciebie oko, a to Zayn się Tobą zajął. Źle mi bez ciebie. Kocham cie, ale ty przecież to wiesz. - uśmiechnęła się Natalie.
- I co mam ci powiedzieć? Nie mam pojęcia. Jesteś wspaniałą dziewczyną, taką ciepłą i miłą. Wszyscy tęsknimy i chcemy mieć cie tutaj z powrotem. - oznajmił Liam.
- Dlaczego nam to zrobiłaś? Dlaczego zrobiłaś to sobie? Byliśmy pijani. Wstydzimy się tego. Mogliśmy się bardziej się tobą zająć. - stwierdził blondyn.
Harry spoczął na krześle obok Soond i nie odzywał się.
- Hej, Jenny. To ja Louis. Dziecinny, ale twój. - podkreślił ostatnie słowo. Zrobił minutę przerwy, aby następnie wylać z siebie potok słów. - Wczorajszy dzień był najlepszym w moim życiu. Najpierw poznałem ciebie. Piękną, miłą, ale i rozrywkową nastolatkę. Rzadko takie widuję. Przeważnie jeśli jakaś dziewczyna potrafi się zabawić, to jest chamska lub choć trochę niemiła. Ja tak sądzę. Później impreza. "Wisienką na torcie" okazał się nasz pocałunek. - opowiedział. - Kocham cie. Boże, dziewczyno, widzisz co ze mną robisz?! - zaśmiał się. - Zastanawia mnie od kiedy jestem taki uczuciowy... Ehh, nieważne. - stwierdził. Musnął jej wargi swoimi i wyszedł z pomieszczenia. Tam spotkało go wściekłe spojrzenie Zayn'a.

^Oczami Liam'a^
Staliśmy przed salą, a Natalie rozmawiała z matką Jenny. Po zakończonej konwersacji odezwał się Zayn:
- Idę na papierosa. Ktoś ze mną? - zapytał. Wymieniliśmy pomiędzy sobą spojrzenia.
- Ja. - odparli jednocześnie Hazza, Louis, Niall, Chris i Natalie. Opuściliśmy szpital, ja w celu "eskorty". Każdy dostał papierosa od Malika. Kiedy mieliśmy już wracać, usłyszałem głos za plecami.
- Liam?

Wasza Daria xx

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 7 cz.1/2 (1 sierpnia 2012r., sobota)

^Oczami Natalie^
- Jak to?! - krzyknął Zayn, bardzo przejęty całą zaistniałą sytuacją. Reszta stała i przypatrywała się całemu zdarzeniu.
- Spokojnie. - powiedział Liam do Malika. Podszedł do niego i odciągnął na bok. Zabrałam głos.
- Przepraszam za niego. - zaczęłam. - Proszę pana, to jej chłopak. - wskazałam na Louisa, który miał chyba szczerze w nosie co jest z Jennifer. - Ja jestem jej najlepszą przyjaciółką, a reszta to przyjaciele. - oznajmiłam. Miałam nadzieję, iż to podziała i kulturalnie wytłumaczy nam co się dzieje z Jenny. Myliłam się.
- Dzieci, takie jest prawo. Ono wyraźnie nakazuje, że tylko członkowie rodziny mogą być informowani o stanie zdrowia pacjenta. - wyjaśnił dr. Houson.
- Można po ludzku?! - wydarł się blondasek, ale Liam posłał mu pełne złości spojrzenie. Zmusił nim Niall'a do przeprosin. - Przepraszam.
- Jak to po ludzku... - zastanowił się lekarz. - Nie mogę wam powiedzieć, co z nią jest, bo tępi urzędnicy tego zakazują. - oznajmił. W normalnych okolicznościach turlalibyśmy się po podłodze, jednak teraz nie śmieszyło to nas.
- Przepraszamy, że tak tu wpadliśmy. Do widzenia. - powiedziałam.
- Nic się nie stało. Rozumiem Wasze wzburzenie. Do zobaczenia. - odpowiedział. Wyszliśmy z pomieszczenia.
- Musimy zaczekać na Chris'a. - stwierdziłam. Dziesięć minut później nastolatek zjawił się na miejscu. - Cześć. - przywitałam się z nim i przytuliłam się do niego.
- Co się właściwie stało, Natty?- zapytał.
- Sami chcielibyśmy wiedzieć. - odparł Harry. Christopher popatrzył na każdego z chłopców z osobna. - A no tak... Jestem Harry.
- Niall.
- Louis.
- Jej chłopak. - oznajmił mulat.
- I po co to mówisz? - oburzył się Tomlinson.
- Żeby wiedział kto wczoraj wymieniał się z nią śliną. - odparł kpiąco Malik - Mam na imię Zayn.
- Cześć, Liam. - przywitał się Christopher i wyciągnął rękę w stronę znajomego szatyna. Ten drugi zaś uścisnął ją.
- Co z nią? - zapytał Chris, powracając do wcześniejszego tematu.
- Lekarz nam nie powiedział, bo nie jesteśmy rodziną. - wyjaśniłam.

^Oczami Liama^
Podeszliśmy do drzwi, zapukałem.
- Proszę. - usłyszeliśmy. Powoli i nadzwyczaj spokojnie weszliśmy do pomieszczenia. W środku, na krześle obok biurka siedział dr. Houson.
- Dzieciaki, przecież mówiłem wam, iż nie mogę zdradzić stanu zdrowia Jennifer... - przypomniał.
- Dzień dobry. - zaczął Chris. - Jestem jej bratem. - oznajmił. - Nazywam się Christopher Soond. Mogę się dowiedzieć, co z moją siostrą? - zapytał, a lekarz spojrzał na nas znacząco. Chciał, abyśmy wyszli na zewnątrz, to jest na korytarz. - Oni zostają. Pozwalam mówić przy nich.
- Jennifer Soond mocno uderzyła się w głowę, co zapewne już wiecie. - rozpoczął swoją wypowiedź. - Doznała wstrząsu mózgu, jest właśnie operowana w celu usunięcia krwiaka.
- Krwiaka? - wzburzył się Malik.
- Tak, krwiaka. - odparł dr. Houson. - Sala operacyjna, po wyjściu z gabinetu w prawo, później korytarzem prosto i na końcu w lewo. Operacja może potrwać około dwóch godzin. - objaśnił.
- Dziękujemy za informację. - powiedziałem. Wyszliśmy i pokierowaliśmy się w stronę wskazanego przez lekarza miejsca. Usiedliśmy pod salą, na dosyć niewygodnych krzesełkach i zaczęliśmy rozmyślać.
- Co jeżeli ogolą jej głowę? - zapytał półżartem Lou.
- Debilu, Tobie się teraz żartów zachciewa?! - krzyknął Zayn i pobiegł do łazienki. Za nim większość z obecnych, oprócz Louis'a, który siedział wielce urażony. Kiedy wbiegliśmy do łazienki męskiej, Natalie też (co dziwne), ujrzeliśmy Zayn'a płaczącego w kącie. Zawsze wydawało mi się, że on jest raczej twardy, typowy mężczyzna. Nie myślałem, iż przejmie się tak bardzo całym wydarzeniem.
- Zayn... - zacząłem. Przykucnęliśmy obok niego i przytuliliśmy Malik'a. - Wszystko będzie dobrze.
- Ona ma żyć! - krzyknął.
--------------------------------------------------------------------------
Zasady, które pewnie znacie:
Nominacja do Liebster Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cie nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Otrzymałam nominację od Ania S, Agata, FRIENDFASHION. Dziękuję. ;*

Pytania i odpowiedzi (Ania S.):
1: Planujesz swoją przyszłość czy żyjesz tu i teraz?
Odp: Raczej planuję, choć zdarza mi się robić coś spontanicznie, bez przemyślenia.
2: Ulubiony serial/film?
Odp: Mój ulubiony serial to Hotel 52, Lekarze (piękny Maksio *u*) i Przyjaciółki.
3: Gdybyś mogła/mógł zmienić się w zwierzę, to w jakie?
Odp: Raczej nie myślałam o tym. Powiedzmy, że kot?
4: Jaką książkę mogłabyś/mógłbyś przeczytać kilka razy?
Odp: "W pustyni i w puszczy". Czytałam ponad 5 razy.
5: Wygrałaś/wygrałeś milion! Co z nim zrobisz?
Odp: Nie mam pojęcia.
6: Twój ulubiony program telewizyjny?
Odp: Chodzi o kanał czy program. Kanał Polsat, a program już podałam w serialach.
7: Jaki gatunek muzyki jest Twoim ulubionym?
Odp: Pop.
8: Gdybyś mogła/mógł wybrać miejsce na świecie, gdzie mogłabyś/mógłbyś spędzić resztę swojego życia, to gdzie by to było?
Odp: Tutaj - tu gdzie mieszkam.
9: Z czym kojarzą Ci się Święta Bożego Narodzenia?
Odp: Z zapachem barszczu, pomarańczy i taką.. wesołością? :D
10: W którym miesiącu obchodzisz urodziny?
Odp: Lipiec.
11: Co lubisz w sobie najbardziej? Chodzi mi o wygląd i osobowość.
Odp: Uhm... Lubię moje proste, brązowe włosy, a osobowości nie umiem sama ocenić. :D

Pytania od Agaty:
1: Co lubisz robić w wolnych chwilach?
Odp: Lubię pisać, spać, robić domowe kosmetyki :D
2: Jaki jest Twój ulubiony przedmiot w szkole?
Odp: Nie mam ulubionego. Lubię przyrodę, matematykę, informatykę, j.angielski, matematykę, WF, muzykę. Jakoś nie przepadam za j.polskim i historią.
3: Ile masz lat?
Odp: Cenię sobie prywatność, nie odpowiem.
4: Jakie jest według Ciebie najładniejsze imię męskie?
Odp: Filip. :3
5: Jaki jest tytuł Twojej ulubionej książki?
Odp: "W pustyni i w puszczy".
6: Skąd pomysł na założenie bloga?
Uwielbiam pisać, szczególnie opowiadania. Dokładnie 20 lipca 2012r. w mojej głowie zrodził się pomysł na historię o nastoletniej Jenny. Pierwszym moim planem było spisanie tego w Microsoft Word. Później przypomniałam sobie jaką frajdę dawało mi pisanie bloga na bloog.pl i postanowiłam utworzyć następnego na blogspocie. Znacie mnie może? Romantic.Blogger się kłania. ; D
7: Masz jakieś zwierzątko w domu? Jeśli tak, to jakie?
Odp: Mam rybkę.
8: Jak nazywa się Twój ulubiony zespół muzyczny?
Odp: One Direction. <3
9: Jakie państwo chciałabyś/chciałbyś zwiedzić?
Odp: Wielką Brytanię (Anglię, Walię itd.) i Egipt.
10: Czego nie lubisz robić najbardziej?
Odp: Uczyć się, sprzątać, chodzić do szkoły. Przecież to oczywiste jak odpowiedzą normalni nastolatkowie. ; D
11: Jakie jest Twoje największe marzenie?
Odp: Nie powiem. ; P

Pytania od FRIENDSFASHION:
1: Co natchnęło Cię do prowadzenia bloga?
Odp: Uwielbiam pisać, szczególnie opowiadania. Dokładnie 20 lipca 2012r. w mojej głowie zrodził się pomysł na historię o nastoletniej Jenny. Pierwszym moim planem było spisanie tego w Microsoft Word. Później przypomniałam sobie jaką frajdę dawało mi pisanie bloga na bloog.pl i postanowiłam utworzyć następnego na blogspocie. Znacie mnie może? Romantic.Blogger się kłania. ; D
2: Od kiedy posiadasz bloga?
Odp: Od 23 lipca 2012r.
3: Twoje hobby to?
Odp: Pisanie, gra na keybordzie, robienie domowych kosmetyków, spanie. :D
4: Do której klasy chodzisz?
Odp: Nie udzielę odpowiedzi. PRYWATNOŚĆ.
5: Piosenka na dziś od Ciebie.
Odp: One Direction - WMYB. :D
6: Ulubione danie?
Odp: Pierogi. :3
7: Ile masz lat?
Odp: ....
8: Masz zwierzę?
Odp: Mam.
9: Lubisz 1D?
Odp: Kooocham. <3
10: Masz chłopaka?
Odp: Moje życie - moja sprawa.
11: Vansy vs conversy?
Odp: Żadna różnica przecież. :D

Nominowani (moje ulubione blogi):
1) http://ifwecouldonlyturnbacktime1d.blogspot.com/ - geniusz. Autorka Kocia3ek
2) http://mylifeasstevie.blogspot.com/ - autorka Only a Dream
3) http://sweet-lemon1d.blogspot.com/ - autorka Realistka1D
4) http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/
- autorka Szczęściara♥.♥ 
5) http://only-one-love-one-life.blogspot.com/ - autorka Tyśka
6) http://faith-hope-love-opowiadania.blogspot.com/ - autorka patty lubi żelki
7) http://life-is-a-slut.blogspot.com/ - autorka Juliette ;3
8) http://iwantspendrestofmylifewithyou.blogspot.com/ - autorka Domi.
9) http://live-with-one-direction.blogspot.com/ - autorka Nathalie Malik
10) http://madzinka-ilovetymbark.blogspot.com/ - autorka Madzinka
11) http://onedirectiontoniemojabajka.blogspot.com/ - autorka (jakieś znaczki. ; D)

Pytania:
1) Masz zwierzę?
2) Masz rodzeństwo?
3) Ulubione imię damskie?
4) Ulubione imię męskie?
5) Ilu masz przyjaciół?
6) Wierzysz w przyjaźń damsko-męską? Doświadczyłeś jej kiedyś?
7) Od kiedy masz bloga?
8) Co Ci się najbardziej w Tobie podoba?
9) Ulubiony kolor?
10) Ulubiona piosenka?
11) Ulubiony zespół?

Nie informujcie mnie w komentarzu o odpowiedzi.

Wasza Daria xx

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 6 cz.2/2 (1 sierpnia 2012r., sobota)

^Oczami Zayna^
Zrozumiałem, że ma zamiar skoczyć. Podbiegłem do niej najszybciej jak mogłem. Była pijana, mogła się utopić.
- Jenny, stój! - poprosiłem. Jednak zanim dobiegłem ona była już w wodzie. - Jennifer! - krzyknąłem długo, jak w jakimś dramacie, czy coś. Z tego co zobaczyłem dość mocno uderzyła głową o dno. Skoczyłem do wody, złapałem ją i wyciągnąłem na kafelki obok basenu. Nie miałem pojęcia co robić. Pobiegłem do korytarza.
- Pomocy!!! - wydarłem się na cały dom. Wszyscy lokatorzy i nasz gość momentalnie wybiegli na korytarz.
- Co jest? - zapytał Daddy.
- Jennifer uderzyła się o dno, krwawi. - oznajmiłem. Z każdym słowem mój głos się łamał, a ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło. Czułem się okropnie. Przecież mogłem ją zatrzymać w salonie. Jestem idiotą. Wiedziałem, że jest pijana.
- Kiepski żart. - stwierdził Harry.
- To nie żart! Szybko! - Pobiegłem do Jenny. - Dzwońcie na pogotowie. - rozkazałem. Niall złapał telefon i odszedł kawałek od nas.
- A właściwie to co się stało? - zapytał z oddali.
- Jest pijana. Skoczyła do basenu, walnęła głową o dno. - objaśniłem. - Głowa krwawi. Głowa krwawi. - powtarzałem. Czułem, że robi mi się gorąco. Tak, kocham ją.
- Lód! - krzyknął Liam do Harry'ego, który natychmiast zerwał się z podłogi i już chwilę później powrócił trzymając w ręce zamrożoną wodę w worku. - Oddycha? - zapytał mnie. Natalie stała nad ciałem swojej przyjaciółki i płakała. Łzy uderzały rytmicznie o podłogę. Hazza podał lód Liamowi i objął ją. Ona zaś wtuliła się w jego tors.
- Nie! - odpowiedziałem na jego pytanie. 
- Cholera! Zayn, trzymaj tu lód! - Wskazał na miejsce krwawienia. Uklęknął na wysokości pępka Jenny i rozpoczął sztuczne oddychanie. Podczas uderzeń na klatkę piersiową mówił do nas.
- Nie wiem czy ten lód coś da, ale można spróbować. - wyjaśnił. Spojrzał na mnie. Łza zakręciła mi się w oku i już po chwili płakałem. - Zayn. Spokojnie. - mówił do mnie. 
- K****, jak mam być spokojny?! - krzyknąłem i na dobre rozpłakałem się. Co jeśli ona umrze? Nawet nie chcę tak myśleć.
- Niall, gdzie ta karetka? - zapytał Daddy Horan'a.
- Już jedzie. - oznajmił.
- Nadal nie oddycha. - stwierdził Payne. Tylko on jedyny z nas myślał trzeźwo. Louis stał i przypatrywał się całej scenie. Nawet nie zainteresował się co się stało, co z nią jest. Harry i Natalie stali wtuleni w siebie, a Horan kucał obok mnie. Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka. Niall pobiegł do drzwi i zaprowadził ratowników na miejsce zbiorowiska.
- Proszę stąd wyjść. - rozkazał jeden z przybyłych. Wyszliśmy i stanęliśmy w salonie. Podszedł do nas drugi i zaczął przepytywać.
- Co się wydarzyło? - zapytał łagodnym głosem. Przytuliłem się do Liama, choć musiało to dziwnie wyglądać. Hazza dalej pocieszał Natty.
- Ona.... - zacząłem, jednak słowa zatrzymywały mi się w gardle. Nie potrafiłem przełknąć śliny. Czułem, że tracę siły. Nie pamiętam co było dalej. Odpłynąłem.

^Oczami Liama^
Zayn zemdlał. Bardzo to przeżywał, podobnie my wszyscy. Ratownicy nadal przebywali z Jennifer na dworze.
Ułożyliśmy Malika na kanapie. Minęło już 5 minut od jego omdlenia. Powoli otworzył oczy.
- Co? Gdzie? Jak? - wydarł się i zerwał się z miejsca spoczynku. - Gdzie Jennifer? - zapytał. Właśnie wtedy z dworu wyszli ratownicy z Jenny na noszach. Jeden z nich przystanął przed wyjściem.
- Wieziemy ją do szpitala w Londynie. - oznajmił i udał się do pojazdu. Ambulans odjechał na sygnale. Pobiegliśmy do pokoi, ubraliśmy się i zebraliśmy się przy naszym busie. Ja prowadziłem, ponieważ byłem najbardziej trzeźwy z wszystkich. Obok mnie siedział Zayn, a Harry i Natalie (nadal przytuleni) oraz Niall w drugim rzędzie, zaś Louis na końcu. Malik zasnął, wcześniej ciągle płakał, zmęczył się.

^Oczami Zayna^
"Stałem na cmentarzu. Przede mną widniała marmurowa trumna. Piękna, lecz także tajemnicza i mroczna. Rozejrzałem się. Nikogo więcej tam nie było, tylko ja i wiele innych grobów.
Spojrzałem na czarno-białe zdjęcie kobiety, umieszczone w lewym górnym rogu nagrobka. Gdzieś ją już widziałem. W celu rozwiania wątpliwości przeczytałem napis: Jennifer Soond. Zamurowało mnie i przez dłuższą chwilę stałem tam niczym słup soli. Z mojego oka wypłynęła łza, następnie druga, a później cała rzeka. 
- Dlaczego akurat ona?! - zapytałem jakby sam siebie. Nagle z nieba na ziemię zleciała anielica ubrana w białą szatę. Jej majestatyczne skrzydła ruszały się lekko. Podeszła do mnie.
- Zayn, tęsknię. - szepnęła mi do ucha, a mnie przeszły ciarki. Jej głos był taki kojący i głęboki. 
- Ja też. - odpowiedziałem przez łzy.
- Nie płacz. - poprosiła i objęła mnie delikatnie.
- Brakuje mi Ciebie, Twoich rad, uśmiechu, obecności, zapachu, głosu, śmiechu. Kocham Cie. - zdobyłem się na wyznanie. Dlaczego nie wyjawiłem jej tego kiedy jeszcze żyła? - Nie zostawiaj mnie. - poprosiłem.
- Oni tam na mnie czekają. - Wskazała na niebo. - Zapomnij o mnie, zacznij od nowa. To niesamowite zaczynać od nowa. Zobaczysz. - Posłała mi ciepły uśmiech.
- Me serce krwawi, bez Twego serca me usta milczą, bez Twoich ust me ciało więdnieje, bez Twego ciała me płuca nie oddychają, bez Twojego oddechu ja nie istnieję... - zacytowałem jeden z wierszy, które znam. 
- To piękne. - Na jej twarz znów pojawił się uśmiech. - Żegnaj, Zayn. Będę o Tobie pamiętać. Kiedyś się spotkamy, tam, w niebie. - Poleciała w górę, a ja wyszedłem z mrocznego miejsca.  
Właśnie wtedy obudziłem się.

^Oczami Liama^
Śpioch już się przebudził, z krzykiem na ustach. Jechaliśmy w ciszy, zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Mieliśmy świadomość, że w karetce bądź w szpitalu właśnie toczy się walka o życie naszej przyjaciółki. Natty zadzwoniła do matki Jennifer.
- Proszę panią. - powiedziała przez łzy. - Jennifer miała wypadek. Zabrali ją do szpitala w Londynie. - oznajmiła. - Dlaczego? Rozumiem. Tak poinformuję. Dobrze. Dobranoc.
- I co? Przyjedzie? - zapytał Niall.
- Nie, mieli pilny służbowy wyjazd do Polski i nie mogą teraz przyjechać. Kazała mi poinformować ich co i jak, kiedy coś będzie wiadomo. - wyjaśniła Natalie i znów przyłożyła komórkę do ucha. - Chris? Jennifer miała poważny wypadek. Wiozą ją do St Thomas' Hospital w Londynie. Przyjedź. Ok, czekamy. - zakończyła rozmowę z Christopherem.
- To brat Jenny. - wyjaśniłem, kiedy jedyna obecna tu dziewczyna z nim rozmawiała. Natalie znów zalała się łzami. Dojechaliśmy. Wybiegliśmy z auta i pobiegliśmy do pierwszego gabinetu lekarskiego jaki tylko ujrzeliśmy. Zapukaliśmy.
- Proszę. - usłyszeliśmy cichy głos. Wlecieliśmy do pomieszczenia.
- Co z Jennifer Soond? - zapytał Zayn.
- Czy są państwo rodziną? - odpowiedział mu pytaniem.
- Nie, ale to jest jej chłopak. - odparł Niall, wskazując na Louisa...
- Krewni? - zapytał lekarz.
Doktor Houson (wyczytałem z plakietki) to mężczyzna około 40 lat. Na jego duże czoło opadają kosmyki czarnych włosów, a brązowe oczy rozglądają się. Wygląda poważnie, a krawat ubrany pod fartuchem dodaje mu lat.
- Przyjaciele. - odpowiedzieliśmy chórem.
- Niestety, nie mogę udzielić Wam informacji....

Wasza Daria xx

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział 6 cz.1/2 (1 sierpnia 2012r., sobota)

^Oczami Davida^
O 23:30 opuściliśmy lokal i udaliśmy się do swoich domów. Wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać....

^Oczami Zayna^
Louis i Jennifer skończyli już tańczyć. Tommo (Louis) porwał Harrego, Liama, Nialla, Natalie i mnie do tańca, a Jenny usiadła przy barze. Coś mówiła do barmana. On tylko podał jej szklankę z drinkiem. Podbiegłem do niej.
- Jennifer, to już 4! -  krzyknąłem.
- Dobra, dobra mamusiu. - zaśmiała się. - Nie przesadzaj!
- Zabrać cie do domu? - zapytałem z wyraźną troską w głosie. Ktoś musiał jej pomóc. Natalie tańczyła i była nieźle napita, Hazza, Liam i Niall zajęli się tańcem i nie zwracali uwagi na dziewczynę. Louis totalnie ją olał i właśnie podrywał jakąś blondynkę.
- Nie, nie potrzebuję kierowcy. - zachichotała.
Postanowiłem, że muszę ją mieć na oku. Skoro nie chce wyjść z imprezy to przynajmniej niech ze mną zatańczy, wtedy będę mógł jej pilnować. Złapałem ją za rękę i wyciągnąłem na parkiet. Przetańczyliśmy kilka piosenek. Kiedy się zmęczyliśmy usiedliśmy na krzesełkach.
- Zayn? - zapytała mnie Jenny.
- Tak? - odpowiedziałem jej w formie pytania. Uśmiechnąłem się.
- Zawieziesz mnie do domu? - Na takie zdanie tylko czekałem.
- Jasne. - odparłem, złapałem ją za rękę i wyszliśmy z willi Mitchela. - Może przenocujecie z Natalie u nas?
- Niech ci będzie. - zgodziła się. Wsiedliśmy do limuzyny, która nadal stała pod domem. Pięć minut później, o 02.57 w nocy dojechaliśmy do lokum naszego zespołu . Zaprowadziłem ją do swojego pokoju, usiedliśmy na łóżku.
- Ty i Louis jesteście razem?
- Tak. - odpowiedziała i uśmiechnęła się. - Lubię cie, wiesz Zayn? - Przytuliła się do mnie i skierowała w górę głowę.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Jej tęczówki były takie głębokie i te iskierki... Nasze twarze zbliżały się do siebie. Kiedy już nasze usta dzieliły dosłownie milimetry odsunąłem się, wstałem, otworzyłem drzwi. Była dziewczyną mojego przyjaciela. Pomimo, iż wiedziałem, że Louis nic do niej nie czuje, nie mogłem jej pocałować. Zasady... Przestrzegam ich. Już miałem wyjść, jednak przystanąłem i szepnąłem.
- Ja ciebie też. Dobranoc. - Nie usłyszałem odpowiedzi. Kiedy już byłem w salonie poczułem wibracje telefonu, który trzymałem w kieszeni spodni.
- Słucham? - odezwałem się do słuchawki.
- Zayn, to ja Liam. Dzwonię od Natalie, bo swój telefon zostawiłem w domu.
- Rzeczywiście. - stwierdziłem, ponieważ na stoliku obok kanapy ujrzałem jego komórkę.
- Ja i Natty martwimy się o Jennifer. Nigdzie jej nie ma, a jest nieźle napita. Boimy się, że zrobi coś głupiego. A ty gdzie jesteś? - zapytał.
- Spokojnie, zabrałem Jenny do naszej willi. Teraz śpi. Ja też tu jestem. - oznajmiłem.
- Uff... My też za chwilę będziemy w domu. Jak tylko ogarniemy z Natalie tą dżunglę. Harry jest papugą i naśladuje wszystkich i wszystko, Niall pyta dziewczyny o namiary na dobrą jadłodajnię, a Louis flirtuje z jakąś szatynką.
- Zdradza Jennifer?! - krzyknąłem do słuchawki. - Co za.... - Liam nie dał mi dokończyć.
- Przecież wiesz jaki jest Louis. Trzeba ostrzec Jenny. Ok, kończę, bo trzeba ich znaleźć. O kurdę!
- Co jest, panie Payne?
- Louis właśnie całuje jakąś blondynkę. No, szybki jest. Przed chwilą wyrywał szatynkę. Cześć.
- Siemka, Daddy. - zakończyliśmy rozmowę.
Dlaczego Daddy? Dlatego, że jest takim naszym "tatusiem", wszystkiego pilnuje, jest z nas najbardziej odpowiedzialny.
Usiadłem na kanapie. Nie musiałem długo na nich czekać. Już 15 minut później byli w domu. Położyli się do łóżek. Zdrajca do siebie, Harry, Liam i Niall do siebie, a Natalie do jedynego gościnnego. Louis nawet nie zainteresował się co z jego dziewczyną. Tylko Natalie i Liam zapytali gdzie ją położyłem. Ja niestety musiałem spać na kanapie, bo Jennifer zajmowała mój pokój, a mieliśmy tylko jeden gościnny. Leżałem na kanapie.
Myślałem. Czy to miłość czy zauroczenie? Nikt nie był jeszcze nigdy dla mnie tak ważny, bałem się, że coś jej się stanie. Wmawiałem sobie, że to tylko chwilowe, że mi przejdzie. Chciałem zapomnieć o uczuciu, którym ją darzyłem. Wymieniałem sobie jej wady, a raczej starałem się. Dlaczego potrafię w niej znaleźć tylko dwie wady? Słaba psychika i naiwność. Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Spojrzałem w stronę schodów po których wolno schodził obiekt moich westchnień. Jennifer była ubrana w to co wcześniej. Delikatnie stąpała po kolejnych stopniach. Doszła do drzwi prowadzących na dwór, na basen. Otworzyła je i wyszła. Podążyłem za nią, nie wiedziałem co chce zrobić... Stanąłem przy drzwiach, a ona weszła na sprężynę do wybijania. Zaśmiała się.
- Patrz Zayn! - krzyknęła...

Wasza Daria xx

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 5 (31 lipca 2012r., piątek)

^Oczami David'a^
Trafiliśmy do jakiegoś nocnego klubu. Najpierw napiliśmy się po 1 drinku, a później udaliśmy na parkiet. Jeden wolny taniec, drugi szybki. Czasami coś mocno błyskało, zapewne paparazzi. Jednak my olaliśmy wszystko. Liczyliśmy się tylko my.

^Oczami Natalie^
Zayn mnie olewał. Może sobie odpuszczę? Widziałam jak patrzył na Jenny. Jednak... Coś jest w tym jego oczach. Coś co nie daje mi o nim nie myśleć. Nie da się, nie da się zapomnieć. Ciągle mam go przed oczami.
- Natalie?! Czy ty mnie słuchasz?! - krzyknęła "złodziejka jego myśli". Po raz pierwszy w życiu poczułam do Jennifer to przykre uczucie nienawiści.
- Że co?! - odkrzyknęłam jej. Natychmiast zmienił się wyraz jej twarzy. Zrobiło mi się kapkę, powtarzam kapkę przykro. - Dobra, sorki. - Uśmiechnęła się.
- Do spa? - zapytała. Kiwnęłam. Podążyłyśmy do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Zrobiłyśmy sobie (a raczej zrobiły nam) paznokcie. Moje w czarno-niebieskie paski, a Jenny czarne z białymi kropkami. Wykonano nam też makijaż i fryzurę. Ja wsunęłam moją sukienkę, a Jennifer swoją. Ubrałam się tak TAK, a moja przyjaciółka TAK. Oglądałyśmy nasze kreacje, make-up i manicure, kiedy do spa wparowała mama Jenny.
- Witajcie, dziewczynki. - zaczęła.
- Cześć, mamo. - przywitała ją Jennifer.
- Dzień dobry, psze pani. - mruknęłam.
- Wyglądacie po prostu genialnie. - stwierdziła.

^Oczami Jennifer^
Mama właśnie komentowała nasze wyglądy. Jak dla mnie wyglądałyśmy ślicznie.
- Skarbie, - zwróciła się do mnie. - muszę ci coś powiedzieć. - oznajmiła, a Natalie chciała wyjść. - Nie, Natalko (ojej, jak słodko) zostań. Skarbuniu, - Słodzi mi, więc to coś co mnie mega zdenerwuje. - David i jego rodz...
- Mamo! No błagam, nie wspominaj mi o tym palancie. - poprosiłam.
- Daj mi skończyć! David i jego rodzice przyjadą jutro do nas.
- What the fuck?! - krzyknęłam.
- Wnioskuję, że to jakieś przekleństwo? - Natty kiwnęła. - David u nas zostanie, oni wyjadą.
- I ty się na to zgodziłaś? - z każdym słowem mój głos się łamał. Nie wiedziałam, które uczucie teraz we mnie dominuje - złość czy żal. - Jak mogłaś mi to zrobić? - krzyknęłam. Wybiegłam z spa i pokierowałam się w stronę windy, aby następnie wjechać na moje piętro i opaść na łóżko. Położyłam się na wznak i wykrzyczałam wszystkie przekleństwa jakie znam. Natalie pojawiła się w pokoju i na sam mój widok przeraziła się. Zapewne wyglądałam jak potwór. Usiadła obok mnie na łóżku i podała mi chusteczkę.
- Jenny, wytrzymasz jakoś. - pocieszała mnie, ale ja nie miałam ochoty słuchać teraz tych jej przemądrych rad. Nie musiałam się odzywać, kiedy spojrzałam na nią już wiedziała o co chodzi i bez dalszej paplaniny przytuliła mnie. Tego mi było trzeba. Od kiedy pamiętam to Natalie, Chris, babcia i ciocia Anne zawsze mnie wspierali w trudnych chwilach. To oni zawsze byli przy mnie. Zastępowali mi ciepło rodzinne, którego od rodziców nigdy nie doznałam. Ojciec grał w filmach i był zajęty wyłącznie karierą, a kiedy wracał do domu nie miał ochoty na rozmowę, był zmęczony. Matka tylko udawała kochaną przy Natalie i innych osobach z zewnątrz. Naprawdę była oschła, nie interesowały ją nasze problemy. Liczyła się tylko praca, pieniądze, ojciec. Dawali nam pieniądze i myśleli, że one mogą nas wychować. Mylili się. Emily wychowały opiekunki, które matka co jakiś czas zmieniała, by Emi wiedziała co to znaczy rozłąka i jakie brutalne jest życie. Takie kilkuletnie dziecko jak nasza siostra nie potrafiło tego zrozumieć i nie jedną noc przepłakało w swoim łóżeczku. Jedynymi osobami "niezmiennymi" dla niej byliśmy my - ja, Natalie, Christopher i babcia Katherine, no i oczywiście rodzice, chociaż oni nigdy nie poświęcili jej ani godziny. Nie, przepraszam, matka musiała ją karmić. Mieliśmy wiele ubrań, masę gadżetów, dostawaliśmy dużo pieniędzy, ale brakowało nam tego co jest najważniejsze - miłości rodzicielskiej. Trwałyśmy tak w objęciach jeszcze przez moment, kiedy na moje piętro wjechał Chris. Usiadł przy nas i uścisnął.
- Czyli już wiesz? - zapytał, a ja zrozumiałam, że on wiedział. Ukrył to przede mną. - Wiem co sobie teraz myślisz. Matka oznajmiła mi to kilka dni temu, jednak kazała mi przyrzec, że Ci nie powiem. Obiecałem, a wiadomo, że obietnic się dotrzymuje. Przepraszam. - wyjaśnił. - To nici z imprezy? - zapytał.
- Kocham was. - oznajmiłam z łezką w oku.
- My ciebie też. - odparli. Zakończyliśmy fragment historii pt: "Tulimy!!!".
- Dlaczego nici? - Miałam zamiar iść tam, rozerwać się i zapomnieć o wszystkim.
- Jennifer, czy ty oszalałaś? - wykrzyczał mi prosto w twarz. - Chcesz tam iść w takim stanie?
- Tak! - odpowiedziałam. Złapałam ich ręce i pognaliśmy w stronę balkonu. Po drodze wyjęłam z szuflady "tajny zapas papierosów na wyjątkowe okoliczności" i zapalniczkę. Stanęliśmy przy drzwiach. Wyjęłam z kieszeni jednego i zapaliłam mojego "wybawiciela". Rytmicznie wdychałam i wydychałam powietrze.
- Jenny! Co Ty wyprawiasz?! Niedawno z tym skończyłaś! Nie pamiętasz ile Cie to kosztowało?! Jak cierpiałaś?! - wydarł się na mnie mój brat.
- On ma rację. - cicho potwierdziła Natalie. - Chcesz powtórki z rozrywki? - dodała głośniej.
- Nie przesadzajcie! To tylko jeden. - odparłam. Skończyłam, wyrzuciłam go i udaliśmy się na dół. Na dole powędrowałam do spa. Poprawiono mi makijaż. - Idziemy, Natalie. - stwierdziłam, gdy na wyświetlaczu mojej komórki zabłysły liczby 18.40. - wsiedliśmy wszyscy do limuzyny, bo Chris postanowił pojechać z nami. Samochód zatrzymał się przed domem Mitchela. Wysiedliśmy. Przed drzwiami stali chłopcy z 1D. Podeszliśmy do nich. Dostali po buziaku w poliko ode mnie i Natty.
- Jak tam? - zapytał Zayn.
- Może być. - stwierdziła. Ujrzałyśmy Jessicę, Patricię, Olivię.

^Oczami Louis'a^
Dziewczyny wyglądały jak księżniczki, ale ja większą uwagę skupiłem na Jennifer i co chwilę uśmiechałem się do niej zalotnie. Weszliśmy do willi i pokierowaliśmy się na scenę. Dwie nierozłączne psiapsiółki odeszły ze swoim ochroniarzem (inaczej bratem J.), a my zastanawialiśmy się nad doborem piosenki. Zaczęliśmy od "Everything About You", potem "Loved you first", następnie "Magic" itd. Jenny wypiła drinka. Już po 1 zaczęła świrować.
Zakończyliśmy nasz występ. Oklaskano nas. Podszedł do nas właściciel willi.
- Chłopcy, to było genialne. Ale teraz już koniec tego śpiewania... - zaczął Mitchel. Zaraz potem kiwnął do mężczyzny za perkusją. Ten puścił wolny kawałek.
- Zatańczysz? - zapytałem Jenny, kiedy już doszedłem do baru. Przytaknęła.
- Jesteś piękna. - skomplementowałem. Podziwiałem, jak jej twarz zalewa się krwistoczerwonym rumieńcem.
- Dziękuję. - odpowiedziała i uśmiechnęła się. - A ty masz boskie oczy. - Na twarzy miałem banana. - Ja to powiedziałam na głos? - Kiwnąłem. - Ojej.
- Nic się nie stało. - oznajmiłem. Poczułem jej oddech na twarzy, przybliżałem się do niej. Aż wreszcie złączyliśmy nasze usta w długim, wspaniałym pocałunku. Widziałem tylko, że Zayn patrzy na nas z zazdrością, ale mało mnie to obchodziło. To był świetny wieczór, świetny taniec....



Dziękuję za ponad 1300 wejść, ponad 125 komentarzy i 36 obserwatorów. ;* <3
 
Wasza Daria xx

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 4 cz.3/3 (31 lipca 2012r., piątek)

^Oczami Jennifer^
Chłopcy leżeli na podłodze, obok nich Natalie, a nad ich ciałami stała pracownica aqua-parku. Była wściekła, nie dziwię się. Podeszłam do nich.
- Możecie mi powiedzieć... - zaczęłam łagodnie. - Co wy do cholery wyprawiacie?! - ale skończyło się ostro. Popatrzyli na mnie jak na idiotkę, która niczego nie rozumie. No ja powodu ich "tarzanki" nie widziałam. - Przepraszam panią za nich. - zwróciłam się do około 40-letniej kobiety.
Miała na sobie niebieską koszulkę na krótki rękaw i szare spodnie dresowe. Na nogi wsunęła zielone, wysokie szpilki, które bardzo pasowały do dresu (czaicie ten sarkazm?). No normalnie tylko gratulować stylu. Kłosy spięła w koka, na oczy pomalowała tylko białym cieniem, a usta "oczowalniętym różowym". Jej twarz oszpecały/zdobiły (jak kto woli) zmarszczki. Niebieskie oczy, chociaż malutkie zwracały na siebie uwagę, ponieważ kontrastowały z włosami. No błagam! Oczy niebieskie, włosy czarne (jestem pewna, że farbowane)! Nos miała normalnej wielkości, twarz niemal kwadratową, zaś usta popękane, średniej wielkości. Kiedy tak spoglądałam na nią, stojąc tam w holu, myślałam sobie i jednocześnie była to też modlitwa: "Boże, abym tylko ja tak nie wyglądała!".
- Proszę ich uspokoić. To ekskluzywny aqua-park i nie możemy sobie tutaj pozwalać na takie cyrki. Co powiedzą klienci? - mówiła z pełną powagą, a 1D i Natalie zaczęli rechotać (chociaż nie przestawali się śmiać). Było to nawet troszkę zabawne. Jednak powstrzymałam śmiech.
- Wiem, przepraszam. - Odeszła chwiejnym krokiem. Po co kupować szpilki kiedy się nie umie na nich chodzić? - Debile, ogarnijcie się! - krzyknęłam. Liam wstał z podłogi i stanął obok mnie.
- Dobra, koniec. Wstawać! - Podnieśli swe jakże zacne cztery literki z ziemi, a właściwie z kafelek, i powędrowaliśmy na dwór. Stanęliśmy obok fontanny.

^Oczami David'a^
Siedziałem na kanapie i bezmyślnie gapiłem się w telewizor. Ktoś zadzwonił do drzwi, ale ja nie zareagowałem i dalej "zamulałem". Kanapa lekko się ugięła, a ja spojrzałem w stronę mojego gościa. Była to dziewczyna, która właśnie wstała i usiadła mi na kolana. Izabela, bo to właśnie ona mnie odwiedziła, była ubrana w TO. Włosy spływały jej na ramiona.
- Hej skarbie. - powiedziała i pocałowała mnie w policzko.
- Witam moją ślicznotkę.
- Nudzisz się? - zapytała słodkim głosikiem, za słodkim.
- Mhm. - przyznałem.
- Impreza? - zaproponowała moja dziewczyna.
- Ojj, nie wiem, nie wiem. - odpowiedziałem.
- Proszę, proszę. - wyszeptała mi do ucha. Czułem jak przez moje ciało przechodzi dreszcz. - Proooszę. - odezwała się znów zmysłowym głosem.
- Niech będzie. - przystałem na jej propozycję. Chciałem wstać, jednak ona przygniatała mnie swoim ciałem. - Muszę się przebrać.

^Oczami Izabeli^
- Skarbie, idźmy jako ty i ja. Jako Izabela Pinky i David Marx. Nie jako Barbara Gonzales i Austin Park. - zaproponowałam. To byłaby dla mnie świetna reklama. Kilka zdjęć, kilka artykułów.
- No... Ten jeden jedyny raz. - zgodziłem się...

^Oczami Jennifer^
Trwała niezręczna cisza, którą przerwał Niall.
- Mam... Przykrą wiadomość. Tylko nie rońcie łez. Ja... Ja... Ja... Jestem głodny. - Uronił nawet łezkę z oka. Swoją drogą, jak on to zrobił? Udaliśmy, że płaczemy.
- To straszna historia. Wzruszające. Ma ktoś chusteczkę? - zapytał ironicznie Hazza. - A tak na serio... - zaczął, ale Horan mu przerwał.
- Szatynku, twierdzisz, że jestem niepoważny? - zapytał.
- Nie, skądże milordzie. - odpowiedział Harry.
- Tak lepiej. - powiedział Niall. - Trzeba coś przekąsić.
- KFC czy McDonald's? - zapytałam. Osobiście wolę to drugie.
- KFC?! No chyba sobie żartujesz? - wykrzyczał mi prosto w twarz Zayn.
- McDonald's. - oznajmili Hazza, Zayn, Liam i Natty. Spojrzeli na blondaska, a właściwie farbowanego szatynka, ponieważ tylko on nie wyraził swojej opinii, co do wyboru lokalu. Ja szybko otarłam ślinę Zayna, która znalazła się na mojej twarzy podczas protestu co do KFC i także skupiłam wzrok na głodomorze.
- Obojętnie. - oświadczył. No tak, można się było tego spodziewać. Byle tylko coś zjeść. Odeszłam kawałek od nich i zadzwoniłam po szofera. Kiedy wróciłam Niall opowiadał Zaynowi, że nie ma nic złego w KFC, a reszta się z nich brechtała. Po chwili do farbowanego blondaska dołączył Harry. Nie minęło 5 minut, kiedy Malik zakończył niesamowicie interesującą konwersację. Jednak oni dalej dyskutowali.
- Ogarnąć dupska, ułomy! - krzyknął Louis.
- Słyszałeś skarbie? - zapytał Niall Harrego. Skarbie?! No WTF?!
- Tak, kochanie. - No błagam WHAT'S UP?! - Normalnie foch forever.
- Nie chcę Wam przeszkadzać, ale jest 2:30 PM. - uświadomiłam chłopakom i Natalie.
Zakończyli focha. Zebraliśmy się do samochodu Włączyłam internet i sprawdziłam twitter'a. W odpowiedziach znajdowało się mnóstwo linków. Kliknęłam pierwszy. Tak brzmiał artykuł na tej stronie:
"Fanki słynnego członka One Direction - Louisa Tomlinsona mogą być zawiedzione. Chłopak jest zajęty. Nie wiemy dokładnie ile trwa związek Louisa, możliwe, iż dłużej niż przewidujemy. Dziś reporter "Stars of Pop" przyłapał zdolnego szatyna z ładną dziewczyną, córką John'ego Soond'a - Jennifer. Rozmawiali ze sobą w jacuzzi. Widać było, że czują się świetnie w swoim towarzystwie. Czy to miłość? Może tylko przyjaźń? Stawiamy na to pierwsze. Niestety, nie posiadamy zdjęć z randki. Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach." Pokazałam to moim towarzyszom.
- Szczęścia. - zaśmiał się Niall, za co dostał od Louisa we "włoski". Dojechaliśmy na miejsce. Zayn zamówił hamburgera, frytki i colę, podobnie Liam. Louis cheeseburgera i colę. Przyszła kolej na mnie. Zanim zdążyłam podejść do kasy Horan wbił przede mnie, szybko kupił 2 hamburgery, 2 cheeseburgery, 2 paczuszki frytek i colę.
- Haha. - zachichotał i wystawił nam język.
- Skarbusiu, bo Ci odgryzę ten języczek. - zaśmiał się Hazza, a ludzie spojrzeli na nich zdezorientowani. Jak się dowiedziałam od Payne'a oni wcale nie są gejami, tylko udają. Ta wiadomość ucieszyłaby wiele fanek, ale też zasmuciłaby hejterów, którzy od dawna twierdzą, że ta dwójka jest razem. Zamówiłam frytki, colę i nuggetsy, które są w miarę zjadliwe. Styles wziął Happy Meal z pomidorami i cieszył się jak głupi z zabawki. Usiedliśmy i zaczęłam jeść moje nuggetsy. Harry popatrzył na mnie z obrzydzeniem.
- Jak Ty możesz to jeść? - zapytał.
- Co chcesz? - Zayn stanął w mojej obronie.
- No, pomyśl. Te kotleciki, które jesz to były kiedyś malutkie kurczaczki, które niedługo ożyją i zabiją Cie za to, że je ugryzłaś. - oznajmił.
- Haroldzie... ZA DUŻO TELEWIZJI! - krzyknęłam. Potem siedział już cicho. Po zjedzonym posiłku ja i Natty udałyśmy się do swojej willi, a chłopcy do swojej.

Wasza Daria xx

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 4 cz.2/3 (31 lipca 2012r., piątek)

^Oczami Camili^
Skończyliśmy jeść śniadanie. David poszedł do siebie, a Timon pojechał do studia nagraniowego omówić wyjazd syna do Londynu.
Wybrałam numer Urszuli. Ledwo zabrzmiały dwa sygnały usłyszałam głos mojej wieloletniej przyjaciółki.
- Witaj, Camila. Właśnie miałam do ciebie dzwonić. - zaczęła naszą rozmowę.
- Miło cie słyszeć. Powiedziałaś Jennifer? - zapytałam.
- Nie, jeszcze nie. Zrobię to dziś. Wczoraj za bardzo wytrącił ja z równowagi telefon od twojego syna.
- David wczoraj do niej dzwonił?!
- Tak, sama słyszałam ich rozmowę.
- Ojej, przepraszam za niego. Przywieziemy go jutro. Ja, Timon i Jackson.
- Może u nas przenocujecie. Mamy pokoje gościnne. Powspominalibyśmy sobie dawne czasy. Co ty na to?
- Dobry pomysł. Jedna noc. Będziemy około 15. Dobrze?
- Super. Przepraszam, muszę wracać do pracy. Do zobaczenia, kochana.
- Do zobaczenia. Buziaki. - tak zakończyłyśmy rozmowę. Weszłam do pokoju David'a. Czytał magazyn.
- Synu, dlaczego dzwoniłeś wczoraj do Jennifer?!
- Mamo, no... No... Nie wiem co mnie wzięło. Naskarżyła ci?
- Nie, dzwoniła do mnie Urszula. Jutro ja, ojciec i twój brat przenocujemy u nich, ale w niedzielę wracamy do Los Angeles...

^Oczami Jennifer^
Wyszłyśmy z szatni. Louis, Liam, Zayn, Niall i Harry już na nas czekali. Czułam się niekomfortowo. To było nasze pierwsze spotkanie z chłopakami, a ja byłam ubrana wyłącznie w małe trójkąciki zawieszone na sznureczkach. Zaczęłam przykrywać rękami ciało tak, aby nie widzieli moich niedoskonałości. Weszliśmy do basenu.
- Zimna! - krzyknęłam. - Ja wychodzę. - stwierdziłam. - Idę do jacuzzi. Ktoś chętny?
- Ja mogę iść. - oznajmił Louis. Podreptaliśmy do okrągłego baseniku. Usiedliśmy na siedzeniach. - Czym się interesujesz? 
- Hmm... Trudne pytanie. Na pewno fascynuje mnie fryzjerstwo i makijaż. Dużo o tym wiem i przydaje mi się to w życiu. A tak poza tym muzyka. Ciebie też muzyka? - chyba bardziej oznajmiłam, niż zapytałam.
- Tak. W końcu jestem w One Direction. Mamy dzisiaj koncert. - zaczął. - W willi jakiegoś Mitchel'a Moutch'a. Kojarzysz?
- Będę tam z Natalie. - oznajmiłam. Uśmiechnął się.
- Super. - Nagle do jacuzzi wparowali Harry, Daddy (tak mówimy na Liama), Niall i Zayn, a tuż za nimi Natty.
- Która godzina? - Zayn spojrzał na wielki zegarek na ścianie basenu. - Już 13? Na 19 mamy być. Idziemy, bo się nie wyrobię.
- Dobra, to ja wprowadzę je w temat. Nasz wspaniałomyślny i bardzo przystojny Zayn musi nałożyć żel! O tak! To wcale nie takie łatwe! To nie lada wyzwanie. Trzeba pić mleko. Trzeba do tego mięśni. A ile czasu! - oznajmił Harry. Zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście Harold dostał od Zayn'a w głowę (według Malika pustą).
- Już 13.30. Zwijamy, bo Żelek nie zdąży się uczesać. - Wyszliśmy. Ja i Natty do damskiej, a reszta do męskiej. - Fajni są. - powiedziałam do mojej przyjaciółki, kiedy byłam pewna, że mnie już nie usłyszą.
- Mhm. - odparła.
- No co jest? - zapytałam, bo zauważyłam na jej ślicznej mordce podkówkę.
- Zayn chyba ma mnie głęboko. Gadałam do niego i gadałam, a on nic. W sumie idiotka ze mnie. Myślałam, że sławny i mega przystojny Zayn Malik zainteresuje się zwykłą Natalie Loins. On może mieć każdą. - opowiedziała.
- A może... Nie dałaś mu nic powiedzieć? To bardzo w twoim stylu. Hmm?
- Może... - stwierdziła. - Dobra koniec smutasów, bo za kilka godzin uderzamy na imprezę! - Natalie jaką lubię. Imprezowiczka. Przebrałyśmy się, umalowałyśmy tak jak wcześniej, wysuszyłyśmy włosy. Ja zostawiłam rozpuszczone, a Natty związała je w kucyka. Wyszłyśmy. Na korytarzu czekali już na nas One Direction. Na końcu korytarza dostrzegłyśmy dziewczyny skaczące z radości i przeglądające zdjęcia zapewne zrobione z nimi. Rzadko kiedy ktoś prosił ich o autograf. U nas, w Londynie, widok gwiazd to prawie codzienność. Zayn coś gadał do Harry'ego, Liam z Louisem rozmawiali o dziewczynach, które tędy przechodziły, a Niall jadł batona. Chociaż nie, on nie jadł. On wsuwał w niesamowitym tempie. Patrzyłyśmy na niego z przerażeniem.
- No co? - zapytał z pełną gębą.
- Nic, nic. - Ktoś dzwonił kiedy byliśmy na basenie. - Sorki, muszę oddzwonić. - Wybrałam numer. Ktoś odezwał się w słuchawce.
- Jenny, gdzie są moje czarne bokserki? - zapytał Chris, a ja zaniosłam się chichotem.
- W pralce przecież. Muszę kończyć. - stwierdziłam gdy zobaczyłam co wyrabiają chłopcy...

Wasza Daria xx

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 4 cz.1/3 (31 lipca 2012r., piątek)

^Oczami Jennifer^
- Tak późno? - zapytałam. Kiwnęła. Położyłyśmy się spać. Tak wiem, nasze odpały są dziecinne, ale co na to poradzę....

^Oczami Natalie^
8:30. Muszę do toalety. Jenny też, więc idziemy. Idę, idę, idę. Nagle... buziak dla paneli. Wygrzałam. Boska jestem.
- Haha! Natalie i co panele dobrze całują? - zaśmiała się.
- Cicho! - syknęłam. Jeszcze się śmiała, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Kiedy wyszłyśmy wzięłam jej laptopa i położyłam na łóżku. Weszłam na fb. Mitchel udostępnił jakiegoś besta. Patricia napisała o dzisiejszej imprezce. Liam dodał nowe zdjęcie. Łał, ale ciacho! Ktoś do mnie napisał. Znowu poszła do toalety.

^Oczami Jennifer^
Siedziałyśmy na łóżku w pidżamach, kiedy ktoś wjechał na piętro.

Li to przystojny nastolatek o pięknych, brązowych oczach. Swoją czuprynę tego samego koloru zwykle zarzuca na bok. Ma śliczne kości policzkowe i tak samo nieziemski uśmiech. Przyjaźnimy się z nim odkąd zamieszkał w Londynie i zaczął być jednym z One Direction. Nasza sympatia do niego jest szczera. Nie chodzi o sławę.
- Cześć Liam. - mruknęłam. Odwróciłam się w stronę laptopa. Czekaj! Wróć! Liam? Zerwałam się z łóżka, Natty też. - Zaczekaj z 15 minut. - krzyknęłam.
- Żarty sobie robisz? Ostatnio mówiłaś 10 minut, a zajęło ci to 30! Poczekam godzinę. - odpowiedział. Natalie wybrała sobie ode mnie z szafy TO. Na szczęście nosimy ten sam rozmiar. Z biżuterii wybrałam sobie 15 srebrnych bransoletek i czerwone kolczyki kostki, a Natalie wielkie koła. Najpierw ja wzięłam prysznic, umyłam twarz i się przebrałam. Uwielbiam moją bejsbolówkę. Noszę dziewczęce ubrania. Pod nimi ukrywam swoją prawdziwą osobowość. Owszem, w mojej szafie można odnaleźć wiele glanów i czarnych ubrań, lecz rzadko je noszę. Potem Natty weszła do łazienki, a co tam robiła, to ja już nie wiem. Zrobiłam czarną kreskę na powiece, pociągnęłam tuszem po rzęsach i musnęłam usta moim ulubionym brzoskwiniowym błyszczykiem GLAZE. Włosy rozpuściłam. Moja przyjaciółka pomalowała oczy czerwonym cieniem, rzęsy czarnym tuszem, nałożyła fluid, a usta maznęła wazeliną. Spięła włosy w kucyka. Stanęłyśmy naprzeciw siebie i podziwiałyśmy swoje dzieła. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Wyszłyśmy w końcu do Liam'a usiadłyśmy obok niego na łóżku. - Śliczne. Wstańcie, wyjdźcie i wróćcie jak zbrzydniecie. - skomentował i w pozytywnym tego słowa znaczeniu poraził nas swoim uśmiechem.
- Dzięki. - odparła Natty.
- Najpierw trzeba mieć z czego. - parsknęłam. Spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Uwierz, masz z czego. - mruknął. - Nie? - spojrzał na Natalie.
- Zgadzam się. - powiedziała.
- Dzięki, Liam. Ale ty nie masz z czego. - zaśmiałam się.
- Będę płakał. Łe, łe. Przeproś! - krzyknął. 
- Przepraszam. Więc co cie tu przygnało?
- Mam propozycję. Nie do odrzucenia. - zaakcentował ostatnie zdanie. - Idziemy na basen. -  Payne kocha pływać, może nawet zostałby pływakiem, gdyby nie zespół. - To jak?
- Jasne! - krzyknęłyśmy jednocześnie. Obie uwielbiałyśmy pływać, ale z nim kochałyśmy.
- Lecę po strój. - oznajmiłam. - Po drodze wpadniemy do Natalie, bo ona nie ma tu stroju. - Spakowałam strój, ręcznik, szczotkę, kosmetyki i inne do torby. Wyszliśmy. W kuchni spotkałam babcię. - Babciu, idę na basen z Natalie i Liamem. - oznajmiłam. Natty znała, ale jego widziała chyba po raz pierwszy. Zmierzyła go wzrokiem.
- To twój? - zapytała. Totalna wiocha. OMG!
- Nie, babciu. My lecimy. - Wsiedliśmy do taksówki. Coś tam "poględziliśmy". Stanęliśmy przed domem mojej przyjaciółki, wzięła strój i pojechaliśmy dalej. - Jeszcze kawałek. - wyjaśniłam, chociaż oni to na pewno wiedzieli. - Będziemy sami? - upewniłam się.
- Właśnie... Bo chciałbym wam przedstawić moich kumpli. Pasuje?
- Jasne. - odpowiedziałam. Dojechaliśmy. Pod basenem spostrzegłam 4 ładnych chłopaków. Liam podszedł do nich.
- Elo. - przybili piątkę, żółwika itd. Stanęłyśmy naprzeciwko nich.
- Louis. - przedstawił się najprzystojniejszy z nich, szatyn.

Louis to słodki 20-latek o ślicznych, szarych oczach i brązowych włosach. 
- Harry. - oznajmił.
Hazza to szatyn o zielonych tęczówkach.
- Tor. - mruknął trzeci. Zaśmialiśmy się. - Nie no, jestem Zayn.
Malik to mulat z brązowymi oczami i czarnymi włosami.
- Niall. - uśmiechnął się ostatni. Szatyn z wybielonymi końcówkani (facet, a farbowany?!), niebieskie oczy. W sumie się przedstawiali, a my i tak to wiedziałyśmy.
Horan to uroczy blondasek z niebieskimi oczami.
- Natalie. - Moja przyjaciółka uroczo mrugnęła prawym okiem. Ona wie jak zrobić wrażenie na płci przeciwnej. - Ale możecie mówić Natt, Natty.
- Jennifer. - oznajmiłam. - Jenny, Ji. Jak tylko dusza zapragnie. To co wchodzimy? - Kupiliśmy bilety. Każdy zapłacił za siebie. Chociaż był mały zgrzyt, bo chłopcy chcieli wyłożyć za nas. Nie zgodziłyśmy się. Weszłyśmy do szatni. Ja i Natty do damskiej, a chłopcy do męskiej.
- Fajni są nie? Szczególnie ten Louis. - poprawiłam makijaż i związałam włosy w kucyka.
- Mnie tam wpadł najbardziej podoba się Zayn. Oczy. - szepnęła.
- A widziałaś oczy Louisa? No boskie. - Myślałam, że jej mnie nie słyszała.
- Który to Louis?
- Brązowe włosy, niebieskie oczy. Ten co miał w ręce marchewkę. 
- Aaa. Już wiem. Ja tam wolę Zayna. Louis jest cały twój. - oznajmiła. - Idziemy? Pewnie już na nas czekają.

Wasza Daria xx

niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 3 cz.2/2 (30 lipca 2012r., czwartek)

^Oczami David'a^
Stałem przed wejściem. Podjechała limuzyna, a z niej wysiadła moja dziewczyna, Nick i jakaś inna nastolatka.
- Cześć, skarbie! - krzyknęła Izzy, aż ludzie się odwrócili. Na szczęście nikt nas poznał. Weszliśmy do kina. Chwilę porozmawialiśmy o filmie, na który chcemy iść. Zdecydowaliśmy się na "Ostatni pocałunek". Kupiliśmy bilety na 16:30. Film był nawet fajny, kiedy się skończył wyszliśmy z kina. - Może pójdziemy na pizzę? - zapytałem, a reszcie spodobał się mój pomysł. Pojechaliśmy do pizzerii, a później do domów.

^Oczami Jennifer^
- Uwaga! Nadchodzą! - oznajmiłam Natalie. Chciałyśmy iść, ale już nas zauważyły. Emily rozejrzała się po galerii.
- Kto? - zapytała słodkim głosikiem.
- Żmije. - odparła moja przyjaciółka. Zmierzyłam ją wzrokiem.
- Natalie! - krzyknęłam. "Plastiki" były coraz bliżej. Wreszcie stanęły przed nami. Niemal jednocześnie odgarnęły włosy i zatrzepotały mocno wytuszowanymi rzęsami. Jak one to robią?! Jessica już chciała coś powiedzieć, jednak Milly ją wyprzedziła.
- To som te zmije? (To są te żmije?) - zapytała. Spojrzałam na Natty. Jej oczy śmiały się, ręką zasłaniała usta. JPO, bo tak nazywamy Jessicę, Patricię i Olivię wlepiły w nas swoje gały. - Tak?
- Emi, możesz być ciszej? - zasugerowałam mojej siostrze. - Co chcecie?
- Coś miałam.... Już wiem! Mój Mitchel i ja urządzamy jutro imprezkę z okazji tego, że jesteśmy razem. RAZEM! TOGETHER! ZUSAMMEN! JUNTOS! - Aż się zdziwiłam, że Patricia mówi po (od lewej) angielsku, niemiecku i hiszpańsku. Moja najlepsza przyjaciółka chyba też o tym pomyślała, bo spojrzała na mnie porozumiewawczo. - A więc... Mitchy kazał was zaprosić. - powiedziała. Nagle zadzwonił jej telefon. - Misiaczek. - oznajmiła i odeszła kawałek od nas. Widziałam jedynie jak "panienka Blosy" rusza ustami.
- Potańcówka rozpocznie się o 19.00. Bądźcie. - rozkazała Jessica. - Załóżcie - Spojrzała na nasze ubrania z obrzydzeniem. - coś normalnego. Haha. - zaśmiała się do Livii, która wydawała się dziś jakby nieobecna. - Nie wiem czemu Mitchel chce zaprosić takie oślizgłe robaki jak Wy...
- Lobaki, nafet najbaldziej oślisgłe, som lepse od zmij. - (Robaki, nawet najbardziej oślizgłe, są lepsze od żmij). - zauważyła Emily.
- Jak tam Patrick? - zapytała Natalie. Zaśmiała się.
- Super. - odparła, ani trochę niczym nie zawstydzona Jessica.
- Dobra, my lecimy. - stwierdziłyśmy. Weszłyśmy jeszcze do sklepu. Kupiłyśmy sobie sukienki.
Zadzwoniłam po szofera. Po 10 minutach przyjechał. Spojrzałam na wyświetlacz. 18:05. Siedzimy, a raczej chodzimy tu prawie 9 godzin. Zajechałyśmy pod mój dom. Kiedy weszłyśmy krzyknęłam.
- Jestem!!! - Na sam dół zjechała opiekunka Milly.
- Tak się martwiłam. - oznajmiła. - Gdzie wy byłyście?! - zapytała, a raczej zapytała wykrzykując.
- Może tak ciszej? - odparła Natalie, w naszej obronie. - Hmm?
- Szkoda słów. - powiedziała Sofia. Podeszła do windy. Myślała, że jej nie słyszymy. - Ach, ta dzisiejsza młodzież. Zero szacunku dla starszych. Tylko im zabawy w głowie. Do szkoły nie chcą chodzić. Niewychowane, nienauczone. Ojej. - sapnęła.
Winda się zamknęła, a my mogłyśmy się z niej teraz spokojnie pośmiać. Jeżeli tarzanie po podłodze można nazwać spokojnym. Głupawka! Kojarzycie ją? Ostatnio często nas nawiedza.
Do salonu weszła najmilsza pracownica "małego spa" - Susy.
- Twoja mama was woła. Jest w spa. - Poszłyśmy za nią. Mama siedziała na krześle. Właśnie robiono jej paznokcie.
- Hej, skarbie. Witaj, Natalie....

^Oczami Davida^
Wszedłem do domu. 18:30. Wybrałem numer Jennifer i wcisnąłem mocno zieloną słuchawkę. Chris podał mi tydzień temu numer. Chciałem tylko spróbować. Nie znała mojego numeru. Byłem pewny, że odbierze.
- Halo? Kto mówi? - zapytał mnie jakiś nieziemski głos. - Halo?
- Cześć Jenny. To ja. - odparłem.
- Ja? Hmm... Mitchel? No cześć.
- Nie jestem Mitchel, ktokolwiek to ma być.
- Patrick, no przestań się bawić.
- Nie jestem Patrick!
- A, no tak! Cześć Liam. - Puściła buziaka do telefonu. - Jak tam? Hmm?
- Ten Liam to twój chłopak? - zapytałem.
- Powiedz kto jesteś to odpowiem. - stwierdziła. - No?
- To ja... - zacząłem, ale mi przerwała.
- Taa, wiem to ty!!! - wydarła się do słuchawki.
- Daj mi dokończyć Ji. - Kiedyś tak na nią mówiłem.
- Ji? Czekaj, czekaj. Czego chcesz? - skapnęła się. Wszystko przez to całe Ji. Tylko ja tak do niej mówiłem.
- Chciałem cie tylko usłyszeć. - odpowiedziałem.
- To usłyszałeś. Zwijaj. - Rozłączyła się. Zagrałem kilka piosenek, umyłem się i położyłem spać.

^Oczami Urszuli^
- Kto to? - zapytałam.
- David! - parsknęła. Uznałam, że powiem jej dopiero jutro. Jest wystarczająco zdenerwowana rozmową z nim.
- Jak zakupy? - odbiegłam od tematu.
- Super. - odparła. Natalie uśmiechnęła się do nas. - Mamo, mogę iść jutro na imprezkę, nie? - zapytała.
- Jasne. A Natalie dziś zostaje na noc? - zaproponowałam.
- A może? - kiwnęłam. - Dzięki, mamo. My już idziemy na górę. Zobaczymy co u Emi. Może spotkamy Sofię? - zaśmiały się. Odprężyłam się. Starałam się nie myśleć, jak Jennifer zareaguje na tę wiadomość....

^Oczami Natalie^
Byłyśmy u Milly. Oczywiście nie odbyło się bez "odpałów" na widok jej opiekunki. Zadzwoniłam do mamy. Pozwoliła mi przenocować u Jenny. Umyłyśmy się, ubrałam pidżamę, która została u Jennifer po ostatnim nocowanku. Wpadłyśmy na piętro Jenny. Skakałyśmy po łóżku.
- CRAZY GIRL PARTY! - krzyknęłyśmy. Zeszłyśmy. Wyciągnęłyśmy kosmetyki z naszych torebek i kosmetyczki Jennifer. Chodziłyśmy po pokoju jak modelki i darłyśmy się. - I'M SEXY AND I KNOW IT!!! OHH, YEAH! - W końcu zakończyła się nasza kochana głupawka i zasiadłyśmy na łóżku. Położyłyśmy kołdrę na podłogę. Wysypałyśmy na nią kosmetyki. Zaczęło się. Znowu. Malowałyśmy się nawzajem. Były śmiechy i chichy, ale potem.... Przerażenie na swój widok. Na wyświetlaczu mojego telefonu ujrzałam godzinę 00:09....

Wasza Daria xx

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 3 cz.1/2 (30 lipca 2012r., czwartek)

^Oczami Natalie^
Jenny wyszeptała, a raczej poruszała ustami, że na start będziemy gilgotać. Zasłoniłam usta dłońmi i poruszałam, że "Ok". Jennifer szepnęła "Start". Rzuciłyśmy się na Emily.
- Aaa! Psestancie (przestańcie)! - krzyczała, ale my gilgotałyśmy ją mocniej i mocniej. - Aaaa! Aaaa! Aaaa! - Mało brakło, a byśmy wszystkie ogłuchły.
- Cicho maluszku! - wrzasnęła Jennifer. Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- Nie jestem maluch! - odparła Emi i najzwyczajniej w świecie się rozpłakała.

^Oczami David'a^
- Mamo, idę do kina! - oznajmiłem. Wziąłem ze sobą komórkę i duże, ciemne okulary, żeby mnie nie rozpoznali. Sława ma też ciemne strony. Wybrałem numer Izabeli. Nie zdążył nawet zabrzmieć 2 sygnał, gdy usłyszałem w słuchawce głos mojej dziewczyny.
- Cześć, ślicznotko. - powiedziałem do komórki.
- Hej, Dave. - Tak trudno zapamiętać, że mam na imię David? - Co chcesz? - zapytała.
- Mam dla ciebie małą propozycję. - oznajmiłem, usłyszałem krzyki w słuchawce.
- Zamknij się, Nick! - krzyknęła. Przez chwilę próbowałem przypomnieć sobie, kto to Nick. Aha, to jej brat. - Sorki, za tego idiotę. Jaką propozycję?
- Wypadzik do kina. Co ty na to, skarbie?
- Do kina? Jasne. Słyszałam, że jest teraz fajny film....

^Oczami Izabeli^













Nick to 19-letni chłopak. Ma czarne oczy i brązową czuprynę. Ubiera się na niegrzecznego chłopca, którym nie jest. 
Mój walnięty brat siedział na kanapie, kiedy ja rozmawiałam z moim "menadżero-chłopakiem".
- Jest 16. Widzimy się za pół godziny w kinie? - zapytał.
- Mhm.. - odparłam. - Lecę się szykować. Pa. - Jeszcze wydałam dźwięk jakbym dawała mu całusa. - Mła.
- Cześć. - Rozłączyłam się. Nick dalej siedział na kanapie i grał na swojej konsoli.
- Idziesz do kina? - zapytał.
- Nie twoja sprawa, ułomie. - odparłam. Nick pisze moje piosenki. Lubi też pograć w kosza. - A zresztą, co ci do tego? - Spojrzał na mnie tymi okropnymi oczyskami.
- A może tak pójdziemy na podwójną randkę? - zapytał.
- W sumie. Ale z kim pójdziesz?
- Z Brendą. - odpowiedział. Przewróciłam oczami. - Mhm. A czemu nie, pańciu? - Nick tak do mnie mówił, to denerwujące, ale nie umiałam go przekonać, żeby przestał się tak do mnie zwracać.
- Haha. - zaśmiałam się. Udawałam. - Bardzo śmieszne. Dobra, niech Ci będzie. Zadzwoń do niej. Pamiętaj, o 16.30! - Wyszłam z salonu i wjechałam windą do mojej garderoby. - To nie, to nie. Mam! - Wyciągnęłam jakieś ciuchy. Idealnie podkreślą moje nieziemskie kształty. Ubrałam się. Pomalowałam oczy białym bliżej nosa, turkusowym dalej nosa. Przeczesałam szczotką moje czarne włosy. Do tego czarne zerówki, inaczej nerdy i jestem gotowa. Zjechałam na parter i stanęłam przed lustrem. - Wyglądam nieziemsko. - skomentowałam swój wygląd. Nie zauważyłam, że za mną stała Brenda. - Co... ty tu tak wcześnie? - zapytałam, a ona strzeliła batona.











Brenda to istna idiotka. Wypchana botoksem, z toną makijażu. Ma brązowe oczy i tego samego koloru włosy. Myśli, że jest najładniejsza na świecie, ale nawet do mnie dużo jej brakuje.
- Wcześnie? Izzy jest 16.20. Nick jeszcze się szykuje. - I po co mi ten raport?
- Izzy?! Że niby skąd masz prawo?! Dlaczego mnie tak nazywasz?! - zapytałam, a w sumie krzyknęłam.
- Uspokój się Izabela. - odparła. Nick zjechał na dół. - Jestem. - Uśmiechnęła się do niego. Mój brat jest niezłym ciachem, mogła się bardziej wysilić z myciem zębów. Może gdyby je wyszorowała jakąś droższą, porządniejszą pastą, nie byłyby żółte. Ubrałam szpilki (10 cm). Długo uczyłam się w nich chodzić, ale już umiem. Wsiedliśmy do limuzyny - ja, Nick, Brenda. Oni sobie słodzili, a ja spoglądałam na nich z obrzydzeniem. Myślałam o tym, na co pójdziemy, kiedy z rozmyślań wybudził mnie aż za słodki głos Brendzi (tak na nią mówię),
- Na co idziemy? - zapytała wredna idiotka i przytuliła się znowu do Nick'a. Poczułam, że wraca do mnie moje śniadanie.
- Nie wiem, ale od razu mówię, że ja wybieram. Nick, a ty chciałbyś na "Ostatni pocałunek". Dramat romantyczny o dziewczynie, która wdaje się w romans z wielkim biznesmenem, nie pamiętam co było dalej....
- Oglądałaś? - zapytał i cmoknął w poliko Brendę.
- Widziałam zwiastun. - poprawiłam go.
- Zobaczymy - stwierdził. Dojechaliśmy na miejsce. Zobaczyłam Dave'a stojącego przed wejściem.
- Hej, skarbie!...

^Oczami Jennifer^
Emily rozpłakała się. Nie wiedziałam co robić. Przytuliłam ją.
- Jasne, nie jesteś maluch. Pomyliło mi się. - powiedziałam, a ona pokazała swoje czerwone od łez oczka, które ukrywała pod małymi rączkami. - Przepraszam. - Milly uśmiechnęła się. Podałam jej chusteczkę, wysmarkała nosek.
Poczłapałyśmy do komody. Poprosiła mnie, żebym wybrała jej jakieś ubranko. Wyciągnęłam różowy T-shirt z mysią Minie, ciemnoróżowe legginsy, białą opaskę na włosy z kokardką. Ubrała się, uczesałam jej koka, powiedziałyśmy niani Emily, że idziemy i wyszłyśmy z domu.
Na dworze było ciepło, przynajmniej 20 stopni. Wsiadłyśmy do naszej limuzyny, którą kierował Francesco.
- Dzień dobry. - powiedziałyśmy równo. Odwrócił głowę w naszą stronę.
- Witam panienki. Gdzie jedziemy?
- Do centrum handlowego. - odpowiedziałam. Całą drogę rozmawiałyśmy co kupimy.
Dojechałyśmy. W pierwszym sklepie nie zauważyłyśmy nic sensownego. Weszłyśmy do "Tuptusia". Emi kupiła tam sobie lalkę syrenkę i bluzkę z Ariel. Kiedy weszłyśmy do drogerii kupiłam sobie 2 nowe błyszczyki - brzoskwiniowy, bo mi się skończył, i zwykły - przezroczysty. Wybrałam sobie tusz, korektor, perfumy i jeszcze kilka kosmetyków, ale nie będę wymieniać. Kiedy Milly zaczęła marudzić, poszłyśmy do "Dziewczynki" i znowu kupiłam jej lalkę, jakąś gwiazdę filmową. Pochodziłyśmy po sklepach odzieżowych, kupiłyśmy sobie buty. Gdy już szykowałyśmy się do powrotu coś ujrzałyśmy.
- Uwaga! Nadchodzą! - oznajmiłam Natalie.

Wasza Daria xx